Wstęp

środa, 27 maja 2009

Dla wielu z nas trzęsienia ziemi, tornada czy cyklony są zjawiskami o katastrofalnych skutkach. Kojarzą się z ze stratami. Nauka postrzega te zjawiska zupełnie inaczej. Są one informacjami, które czekają by je odszyfrować. Wiemy doskonale, że na ich podstawie możemy określić konsekwecje. Są one swego rodzaju zmiennymi, trochę niecodzienego, równania. Wzoru, który służy to obliczania linearnych następstw, konsekwencji czy po prostu kolejnych zjawisk pogodowych. Nawet na 200 dni wcześniej określa on temperaturę z dokładnością co do +-1 stopnia Celsjusza. Tożsamo jest ze zjawiskami o globalnym znaczeniu. W tym wypadku mamy aż 100 dni czasu by się przygotować. Problem stanowi tylko miejsce. Łatwo jest prognozować te zjawiska w pasie bliskowschodnim, problem pojawia się gdy jest mowa o środowisku europejskim.

Cały proces potrzebny do określenia interesującego nas zagadnienia opiera się na tzw. strefie "0". Jest to całkowiecie abstrakcyjny twór będący fundamentem dla wykresu, na którym zapisujemy zmiany temperatur w ciągu określonego cyklu. Cykl ten, zoobrazowany na wykresie, maluje nam zjawiska. Na ich podstawie oraz innych czynników tj. bąble na kałużach podczas deszczu, nagłe zmiany ruchu wiatru, mgła, jesteśmy wstanie prognozować podobne zjawiska. Dodatkowo, mając na uwadze pewne ekstremalne zjawiska, możemy również poprzez swoiste spotęgowanie w naszym wzorze, obliczyć drastycznie poważniejsze zjawisko. Oczywiście tylko wtedy, gdy w puli naszych obserwacji zauważymy koniunkcję.

Obserwując mgłę, bardzo szybki zmienny wiatr, bardzo silne opady deszczu w krótkim okresie czasu, 5-10 minut, możemy wtedy obawiać się tornada. Wtedy będziemy używać rozszerzonego wzoru.

Dokładniejsze przetestowanie tej metody jest możliwe w środowisku zaawansowanego laboratarium w którym zmniejszylibyśmy ryzyko błędu, jak i, moglibyśmy prognozować zjawiska na szerszej mapie. Proste zegary metorologiczne spisujące temperaturę w cieniu, słońcu czy temperaturę zenitarną (zegar pionowego odczytu) oraz barometr wystarczają jedynie dla małego rejonu. Technika medialna zwiększa nasze pole, ale ogranicza nas do wybranych zmiennych, wielokrotnie zbyt ubogich.

Metoda ta stała się również narzędziem jakie pomogło R.Suskiemu określić datę przebiegunowania planety Ziemia. Nie jest zamiarem dolewać oliwy do już rozgrzanego garnca, kipiącego społeczną paranoją, akwarelii biblijnych klątw i przekleństw. Jedynie jeśli koło naukowe, nieograniczone współczesnymi normami i obowiązującymi prawami, fizycznymi i etycznymi przetestuje te obliczenia, będziemy lepiej przygotowani na nadchodzące, wiadomo że, nieuniknione, wydarzenia. Metoda ta opiera się na danych zapisanych na planie architektonicznym Piramidy Cheopsa, jej podziemnych komnat, kątów nachylenia 'ślepych' korytarzy czy ilości kroków. Na ich podstawie autor wytoczył hipotezę, iż przebiegunowanie nastąpi w 18 lipca 2009r. Podstawiając tę datę próbie metody strefy "0" otrzymał wynik, iż będzie to na przełomie 20/21 lipca 2009r. Właśnie wtedy wykres ukazuje, iż dolny poziom strefy "0", określający dodatnie promieniowanie Słońca, zakończy swój cykl skierowany do górnych, czyli minusowych, poziomów strefy "0". Oznacza to przecięcie, a na obrazie fizycznym, zobaczymy to jako przecięcie w kącie prostym dwóch stref. Rysunek ten obrazuje zjawiska, które współczesna technologia w warunkach laboratoryjnych wstanie jest jedynie zasymulować. Mowa o drastycznych zmianach temperatur, wielkich huragnach, wirach morskich, erupcji wulkanów etc. Widok iście w ksiąg biblijnych. Ryszard Suski twierdzi, iż mimo ciężkich do określenia następstw takiego ruchu astronomicznego, celowo nienazwanego kataklizmem czy apokalipsą, końca świata nie będzie. Przynajniej nie w znaczeniu dogmatu. Wg. obliczeń planeta Ziemia, która wraz z 1 stycznia 2009r kalendarza rzymskiego, rozpoczęła proces przebiegunowania a zakończy go gwałtowanym przesunięciem na minus 47 godzin pod koniec druguej dekady lipca 2009. Takie przeciążenie spowoduje m.in gigantyczną falę wody sunącą w kierunku wschodnim. Zagrożone są: południowe rejony wysp brytyjskich, Irlandia, dalej Francja, Niemcy, oczwiście depresyjna Holandia, zachodnie wybrzeże konstynetu obu Ameryk oraz Afryki. Czy w następstwie takiej fali mogą nastąpić inne zjawiska atmosfryczne, to pytanie może spotkać się jedynie z hipotetyczną odpowiedzią, niestety by udowodnić je naukowo, używając empirycznych metod, brakuje narzędzi.

Oczywiście, autor metody pragnie nawiązać dialog z tymi co mają już swoje osiągnięcia w dziedzinie. Razem, korzystając ze wspólnych doświadczeń mogliby osiągnąć znacznie więcej. Mimo, iż jego nowatorskie spojrzenie kłóci się gros przyjętych teorii, można sądzić, iż jest to wynikiem być może błędnych fundamentów naukowych na których przyszło nam się opierać.

Historia jest błędnym kołem, jednak empiryczna postawa nie powinna dopuścić byśmy podzielili pełny rozżalenia los Heinrich'a Schilemann'a. Mimo niestardowych czy wręcz nieetycznych metod udało mu się odnaleść położenie Troji; gdyby nie pracował sam, być może udałoby się jego ekipie odnaleść samą Troję.